Wywiad z założycielem Pracowni
- Przejrzałeś zapis naszej rozmowy sprzed prawie trzech lat Bartku?
- Tak.
- Jakie odczucia?
- Trzy lata to niby niewiele a ja widzę, że skoczyliśmy lata świetlne do przodu.
- Co masz na myśli?
- Zmieniliśmy się jako ludzie, zmieniła się Pracownia. Sięgając wstecz widać wyraźnie, że krok po kroku zbliżyliśmy się do celów, jakie założyliśmy sobie na początku. Świetnie to widać analizując nasz biznes plan sprzed 6 lat. On powstał na potrzeby banku ale mają rację ci, którzy radzą zapisywać swoje cele. Po tych zapiskach widzę, że jestem wizjonerem (śmiech). A serio: dość precyzyjnie przewidziałem, na jakie potrzeby ludzi będę musiał odpowiadać zajęciami jogi.
- To zacznijmy od tego jak zmieniła się Pracownia…
- Przestała być „szkołą jogi”. Jest zarejestrowanym ośrodkiem terapii i profilaktyki zdrowotnej za pomocą ćwiczeń hatha jogi. Od początku do tego dążyłem ale na przeszkodzie stały kwestie formalne. W Polsce (i na świecie) terapią mogą zajmować się tylko osoby z odpowiednim wykształceniem. Kinezyterapią (inaczej: terapią ruchem, czyli także za pomocą ćwiczeń jogi) mogą zajmować się tylko dyplomowani fizjoterapeuci. Dyplomy nauczycielskie, które się tak fetyszyzuje u nas, można w tym wypadku powiesić sobie co najwyżej na ścianie. Inżynier nawet z Senior-108 (według klasyfikacji Iyengarowskiej) nie ma prawa zajmować się terapią. Gotowa jest ustawa, która to szczegółowo reguluje i narzuca sankcje na osoby zajmujące się jakąkolwiek terapią przy braku odpowiedniego wykształcenia.Dlatego poświęciłem ostatnie lata na studia medyczne. Tak na marginesie: dla człowieka po trzydziestce z rodziną i firmą na głowie studia dzienne to masakra. Dzisiaj myślę jednak, że to idealna kolejność w zgłębianiu wiedzy terapeutycznej, ponieważ gdy byłem na studiach kierunkowych, wiedziałem już co będę robił i w czym się specjalizował.
- Czujesz się bardziej nauczycielem jogi czy fizjoterapeutą?
- Nie chcę być postrzegany jak nauczyciel jogi, bo według mnie uczenie czystej jogi w dzisiejszych czasach jest totalnie niepraktyczne, chociaż uważam, że ktoś powinien to dalej robić, bo na pewno są potrzebujący. Ja jednak nie chcę się tym zajmować! Jestem fizjoterapeutą, który stosuje jogę jako środek leczniczy. Mam również inne umiejętności i uprawnienia związane z fizjoterapią - jestem również terapeutą manualnym. Jednak to joga jako terapia jest moim głównym polem działania. Zgłębiam różne metody terapeutyczne i wciąż się kształcę, ponieważ jak powiedział antyczny lekarz ajurwedyjski Charaka: terapeuta, który zna tylko jeden system, nie może skutecznie leczyć. Stąd na przykład nieustannie studiuję ajurwedę, jako siostrzaną naukę jogi. Uważam jednak, że podstawą tego wszystkiego może być wyłącznie nasza medycyna klasyczna.Medycyna jest niesamowita. Na studiach nabrałem wiatru w żagle. To było to, czego szukałem. Przypomniałem sobie - nieco żenujące z mojej aktualnej perspektywy - próby wywodów technicznych i metodycznych prowadzone na sesjach jogi, w jakich uczestniczyłem. Okazało się, że często nauczyciele jogi próbują wyważać otwarte drzwi, lub częściej przekazują wiedzę niezgodną z rzeczywistością. Uważam, że nie po to mądrzy ludzie spędzili często całe życie na badaniach naukowych, żeby ktoś, kto nie ma pojęcia o anatomii i fizjologii mówił drugiemu człowiekowi jak ma ćwiczyć.
- Mądrość Wschodu kontra sceptyczny Zachód?
- Ja uważam że to się da połączyć i trzeba to łączyć. Ja to „małżeństwo” Wschodu z Zachodem mam w genach. Moi przodkowie wywodzą się z Ukrainy. Dziadek Borys, który zamieszkał na terenie dzisiejszej Polski był oficerem i farmaceutą, mój ojciec studiował medycynę. Tradycja medyczna jest od wieków obecna w mojej rodzinie. Ja ją kontynuuję. Szanuję dorobek naukowy Zachodu jednocześnie mocno odczuwając związek z mądrością moich wschodnich przodków. To po nich jestem też taki trochę... „dziki” (śmiech).
To, czego nauczyłem się na wydziale fizjoterapii obnażyło braki jogi, jaka jest uczona w większości szkół jogi w Polsce. Dodatkowo braki te obnaża samo życie bo Pracownia stała się przystanią dla osób uszkodzonych na skutek niefizjologicznego, bezmyślnego wykonywania asan. Są pewne sytuacje zdrowotne, które wymagają szczególnej troski i podejścia (że już nie wspomnę o tym, że joga w czystej formie jest dla ludzi zdrowych, a takich jest niewielu). Ludzie chodzą na jogę, często nie zdając sobie zupełnie sprawy ze swojego stanu. Ćwiczą wszystko jak leci, bo instruktor i tak tego nie widzi, albo nie wie jak interpretować to, co widzi i kończą z bólem jak nie od razu to po jakimś czasie. Jestem przekonany, że można by tego uniknąć, gdyby ludzie, którzy uczą tych ćwiczeń mieli medyczne wykształcenie… Nóż się w kieszeni otwiera, kiedy przychodzi do mnie osoba ze skoliozą - wiele osób nie wie, że skoliozę ma ale są tacy, którzy wiedzą i informują o tym nauczycieli jogi – i radośnie stwierdza, że w „renomowanej szkole X” robiła tzw. mostki. I jest zawiedziona, że ja mówię, że nie może wykonywać tego rodzaju ćwiczeń.
- I co wtedy robi?
- Jeżeli taka osoba ma jakiś przebłysk samoświadomości i intelektu – zostaje i ćwiczy według moich wskazówek. Efekty są bardzo szybkie.
- A ci co nie mają „przebłysków”?...
- Idą robić mostki w innych miejscach. I będą je robić bezrefleksyjnie aż do momentu gdy np. dojdzie do uszkodzenia krążka międzykręgowego. Potem zostaje w najlepszym razie rehabilitacja, w najgorszym – leczenie operacyjne. Widziałem wiele osób, u których schorzenia kręgosłupa czy stawów – najczęściej kolanowych - są ewidentnie efektem długoletniego złego wykonywania asan. Ćwiczenia jogi często uczone są całkowicie bez poszanowania ograniczeń anatomicznych w stawach. Forsuje się ruchy, które przekraczają granice ruchu w stawie i doprowadza do uszkodzenia. Mam masę takich pacjentów. Czasami się nie dziwię, że lekarze psy wieszają na jodze. Skoro uczą jej dyletanci bez znajomości anatomii. Nie oszukujmy się – na weekendowych kursach nauczycielskich czy „warsztatach” nie ma szans na dobre poznanie budowy człowieka. A człowiek to mechanizm – bardzo precyzyjny i delikatny. Używany niezgodnie z przeznaczeniem – psuje się.
- Odzierasz ćwiczenia jogi z magicznej, duchowej otoczki….A energia, prana, rozwój duchowy…?
- Uważam, że ćwiczenia jogi to takie same ćwiczenia jak każde inne, chociaż niezwykłe… Zwykłe dlatego, że wykonywanie asan - jakby na to nie patrzyć - to głównie praca na poziomie anatomicznym, fizjologicznym, psychologicznym. Dopiero po wielu latach praktyki staje się czymś więcej. Zastosowanie mają tu takie same zasady jak i w innych systemach ćwiczeń. Dotyczy to nazewnictwa technik ćwiczeń, kierunków anatomicznych, płaszczyzn ruchu, a przede wszystkim biomechaniki i anatomii czynnościowej.
- Dlatego postanowiłeś, że w Pracowni zajęcia będą prowadzić tylko fizjoterapeuci?
- Tak, stawiam na fizjoterapeutów, żeby skończyć z amatorszczyzną. Zawód fizjoterapeuty jest najlepszym zawodem do uprawiania terapii jogą, a żaden kurs jogi dla laików tego nie zapewni. Wypracowałem własny system szkolenia. Szkolę osoby znakomicie znające funkcjonowanie ludzkiego ciała – to sprawia, że szkolenie daje świetne efekty. Joga jest metodyczna. Zasady wykonywania i działania asan daje się opisać precyzyjnym językiem medycznym. Ja stawiam na młodą, dobrze wykształconą kadrę fizjoterapeutyczną - Ania i Anita mają anatomię w głowie i pod palcami – oprócz prowadzenia zajęć wykonują specjalistyczne masaże i zabiegi. Już pierwsze tygodnie pokazały, że dziewczyny bardzo dobrze sobie radzą – precyzyjnie wyjaśniają ćwiczącym metodykę ruchu. Do tego stopnia, że osoby całkowicie początkujące już po pierwszych zajęciach przychodzą na moje sesje i pięknie napinają mięśnie ud. Bez przypominania. Nie widziałem, żeby ktoś przygotowujący osoby na starcie był tak skuteczny (śmiech) Jednocześnie są dokładne, czujne i potrafią zatroszczyć się o pacjenta-klienta, także tego o szczególnych potrzebach.
- A wracając do tematu – a na czym polega niezwykłość ćwiczeń jogi?
- Jest tak, że gdy już wiemy jak anatomicznie poprawnie wykonać ćwiczenia, jak kompensować i przepracowywać swoje problemy funkcjonalne, zaczyna się praca z oddechem. Te dwie składowe asany, a więc ustawienie anatomiczne i oddech dopiero uwalniają prawdziwe możliwości ćwiczeń jogi. Potem następuje pranajama, która dopełnia efektu. Jednak większość ludzi zatrzymuje się na długo w praktyce samych asan. Te ćwiczenia naprawdę dają niezwykłe efekty, ale nie dlatego, że są to jakieś tajemnicze techniki, tylko ze względu na ich genialną prostotę. W ogóle od początku moim zamiarem było zdemitologizować ćwiczenia jogi i odrzeć je z nimbu tajemniczości, który jest pożywką dla hochsztaplerów i opium dla ćwiczących. W trakcie wykonywania ćwiczeń jogi następują w naszych organizmach konkretne efekty fizjologiczne i to dlatego czujemy się po nich lepiej, lub gorzej, w zależności od tego jak ćwiczyliśmy. I tyle. Mało tego efekty te da się często zmierzyć, zważyć i udokumentować, co wielu ludzi stara się robić od lat i chwała im za to.Joga jest nauką i tak powinna być postrzegana i rozumiana. Problem polega na tym, że naukowcem trzeba się urodzić, a ciężko nim zostać… Ale wracając do niezwykłych efektów ćwiczeń jogi. Nie ma na Ziemi drugiego takiego systemu ćwiczeń, który ćwiczyłby równolegle układ kostno stawowy, mięśniowo-więzadłowy, narządy wewnętrzne, układy, w tym najważniejszy układ nerwowy, w sposób rozmyślny i świadomy. To daje nie tylko ogromne możliwości w kształtowaniu zdrowia, jako narzędzie profilaktyczne, ale co w dzisiejszych czasach szczególnie ważne, daje niezwykły potencjał terapeutyczny.
- Czy uważasz, że ćwiczenia jogi są dla każdego?
- Te ćwiczenia SĄ dla każdego, ale pod pewnymi warunkami. Po pierwsze muszą być uczone prawidłowo, a najczęściej nie są. Z wielu powodów. Na przykład dlatego, że mimo iż asana ma określoną formę musi być dostosowana do praktykującego, każdy jest przecież inny. To powinien zapewnić dobrze wykształcony instruktor – nauczyciel. Po drugie trzeba wiedzieć, że joga w oryginalnej formie, czyli tak jak starają się to robić w większości szkół jogi w Polsce i na świecie, jest zasadniczo dla ludzi zdrowych, a takich jak twierdzę jest niewielu…powstaje zatem pytanie, kto ćwiczy w tych szkołach? Otóż najczęściej ćwiczą nieświadomi ludzie pod okiem nieświadomych instruktorów. Po jakimś czasie problem jest gotowy. Ludzie szukają potem pomocy w rehabilitacji… Zadziwiający jest fakt, o którym donoszą moi koledzy rehabilitanci, że zgłaszają się do nich również instruktorzy jogi!!!
- Dlaczego się o tym głośno nie mówi?
- Na Zachodzi już zaczęto. My ciągle jesteśmy parę lat w tyle. Ludzi trzeba edukować. Polska to kraj z kompleksem na tle tzw. autorytetów a tym na rękę jest utrzymywanie status quo. Bo komu chce się kończyć studia medyczne skoro teoretycznie może uczyć jogi bez nich?
- Tobie się chciało…
- Bo jestem bardzo odpowiedzialnym człowiekiem. Poświęciłem własną praktykę, żeby posiąść wiedzę, która pozwoli mi na pomaganie ludziom. I nie szkodzenie im. Praktyka własna daje ogromną przyjemność i wolność w ciele ale nie daje najmniejszego pojęcia jak pomagać innym. W niektórych kręgach wciąż jednak gloryfikuje się nauczycieli, którzy robią spektakularne pokazy. Ktoś mi nawet ostatnio zarzucił, że mało efektownie pokazuję asany (śmiech). Ja jestem dla tych, którzy chcą poprawy stanu zdrowia a nie pokazów.
- Na tym polu, z tego co wiem, Ty dokonujesz spektakularnych rzeczy…
- Jeżeli to, że dzięki pracy ze mną ktoś, kto nie mógł funkcjonować z powodu bólu, prowadzi normalny tryb życia a ktoś inny uniknął operacji (takich osób jest całkiem sporo) to rzeczywiście… Ja twierdzę, że każdy jest dobry gdy jest na właściwym miejscu. Ja nie jestem joginem, jestem terapeutą jogi. Czasy, kiedy wykonywałem skomplikowane asany i byłem zawziętym wegetarianinem, bezpowrotnie minęły. I dobrze mi z tym (śmiech).
- Trudno uwierzyć... Pamiętam Cię sprzed lat. Byłeś bardzo oddany jodze. Byłeś taki... sattwiczny.
- Teraz jestem normalnym facetem. Przynajmniej od jakiegoś czasu (śmiech) Skończyłem z wieloletnim wegetarianizmem, więc w myśl przekazu nie stosuję w pełni zasad jogi. Stosuję za to ahimsę w stosunku do siebie, najbliższych i reszty społeczeństwa. Myślę więc, że moja karma jest w miarę czysta. Zadziwiające jest to, jak wielu wegetarian krzywdzi się stosując wegetariańską jogę! Przychodzą po pomoc. Pomagam im. Odchodzą. Ćwiczą gdzieś dalej i znów wracają leczyć się. To według mnie absurd. Ale każdy wybiera sam. Uczę ludzi samodzielności i to jest chyba najtrudniejsze w mojej pracy. Wszyscy niemalże wzbraniają się przed tym. Ludzie boją się wolności. To ich przeraża, paraliżuje, a ja tylko uczę podstawowej zasady ajurwedy – prajnaparadhy - czyli prawidłowego stosowanie intelektu. Ajurweda uważa, że zaburzenia w tym obszarze są źródłem wszelkich chorób. Wiem, że to prawda i tak staram się uczyć. Wolność od dogmatów i kierowanie się intelektem to moja dewiza. Pokazuję ludziom, że mogą sami decydować o sobie, szczególnie pod kątem swojego zdrowia. Uczę ich technik i prawidłowej ich aplikacji.
Jak prowadzisz zajęcia terapeutyczne?
Cóż, trudno zwięźle na to odpowiedzieć. Przede wszystkim zawsze rozmawiam nawet krótko z nowymi osobami i staram się dowiedzieć najważniejszych rzeczy. Jeśli jest taka potrzeba umawiamy się na konsultacje. Przeprowadzam wywiad, oglądam dokumentację medyczną, badania itd. Na podstawie wielu informacji staram się dopasować dalszy program terapeutyczny do potrzeb i oczekiwań pacjenta. Dążę do maksymalnej indywidualizacji ćwiczeń, co często napotyka na opór. Jestem jednak konsekwentny. Joga może pomóc często w beznadziejnych przypadkach, ale musi być dostosowana do danej sytuacji. Nie ma cudów, chociaż wydaje mi się, że niektórzy tego oczekują. Myślą sobie, że przyjdą trochę sobie tę jogę poćwiczą i będzie dobrze, bo przeczytali, że to podobno działa. Tak się jednak nie da. Chcesz mieć efekt musisz ćwiczyć inaczej. Oryginalnie joga zakłada indywidualizację ćwiczeń, tak jak ma to miejsce w każdym systemie medycznym. W trakcie sesji wykorzystuję sporo przyborów, chociaż staram się je ograniczać do minimum. Uważam, jak każdy fizjoterapeuta, że przybory są po prostu niezbędne w pewnych sytuacjach i nic ponadto. Poza tym opracowuję własne wersje przyborów i modyfikuję to, co istnieje, bo uważam, że nie wszystko jest wystarczająco dobre, a niektóre jogiczne gadżety są wręcz niebezpieczne dla użytkowników. Każdy kinezyterapeuta musi posługiwać się przyborami na pewnych etapach usprawniania i ćwiczeń leczniczych. To, co stosuję to klasyczna hatha joga, którą umiejętnie adaptuję do potrzeb ćwiczących.
- Czyli Twoja wizja sprzed trzech lat dotycząca współpracy z NFZ jest coraz bliższa realizacji?
- Zdecydowanie tak. Prowadziłem jakiś czas temu zajęcia w szpitalu dziecięcym w Konstancinie. Jedną sesji jogi załatwiłem temat ćwiczeń ogólnokondycyjnych, ćwiczeń na plecy okrągłe, wklęsłe i skoliozę. A dzieciaki miały fajną zabawę. Nie ma lepszej, bardziej uniwersalnej metody!
- Dziękuję za rozmowę. To, co kolejne spotkanie za następne trzy lata? :-)
- Przy aktualnym tempie zmian proponuję spotkać się wcześniej. ;-) Dziękuję.
Z Bartoszem Niedaszkowskim, założycielem Pracowni Dobrego Zdrowia rozmawiała Justyna Matuszewska, Warszawa, sierpień 2009r.
« powrót










