22 409 0 354, 509 686 427 info@yogamedica.pl

Jestem z zawodu montażystką telewizyjną, jest to wbrew pozorom, pod względem fizycznym dość trudna praca, ponieważ wymaga nieustannego wpatrywania się w monitory komputera w pozycji siedzącej. Z miłości do tej pracy ominę liczbę godzin, którą poświęcam temu głębokiemu uczuciu. Po prostu – dużo.

Ponad trzy i pół roku temu o jodze nie wiedziałam nic, oprócz tego, że jest to najmniej agresywny sposób na to, żeby nie żałować swoich decyzji zawodowych w przyszłości. Tak zupełnie szczerze, był to okres, w którym nie znosiłam żadnych aktywności fizycznych. Na myśl o fitnessie, obolałych mięśniach, klubowej muzyce robiło mi się słabo. Na basenie, chociaż uwielbiam pływać, przy każdej próbie popłynięcia innym stylem niż żabka wypijałam hektolitry wody, a potem oddawałam trzy godziny mojego życia suszarce do włosów. Oprócz tego większość zajęć kojarzyła mi się z ogromnym pośpiechem, a ja ponad wszystko pragnęłam uciec od presji czasu. Każdy, kto słyszał o bezlitosnej “pani emisji”, wie, co mam na myśli…

W tamtym momencie stwierdziłam, że nawet jeśli joga też nie będzie mi się podobała, zacisnę zęby i zrobię w końcu coś dla swojego zdrowia. Nie wiedząc zupełnie, co mnie czeka zadeklarowałam, że przez najbliższy rok będę regularnie zmuszać się do zajęć jogi:))

Aż tu nagle – zwrot akcji jak w najlepszych powieściach sensacyjnych – okazało się, że podczas ćwiczeń wcale nie muszę wykonywać asan, jeśli moje ciało wyraźnie protestuje, nikt mnie nie dopinguje klaszcząc i wołając pseudo-zadowolonym głosem “no! dziewczyny, jeszcze tylko 15 powtórzeń!”, nie ma muzyki, która doprowadzałaby mnie do szału, instruktorka (na moich pierwszych zajęciach to była Marta) ma ze mną kontakt, obserwuje to, co robię i mi pomaga, a po wszystkich wykonanych asanach mamy czas na to, żeby się aktywnie zrelaksować.

Moich zachwytów nie było końca (i tak naprawdę ten stan ciągle się utrzymuje). Oprócz zajęć zaczęłam uczestniczyć w warsztatach prowadzonych przez Bartka. Ciągle jeszcze nie znam nikogo, kto z taką pasją i zaangażowaniem mówi o jodze i ajurwedzie, uświadamiając tym samym, jak wielki mamy wpływ na to, jak wygląda nasze życie. Wydaje mi się, że miałam naprawdę dużo szczęścia, że trafiłam na taki zespół ludzi. Bartek motywuje mnie do poszukiwania wiedzy, Artur przez trzy lata miał do mnie naprawdę dużo cierpliwości i pomógł mi na macie porozumieć się z moimi mięśniami, Marta jest dla mnie niedoścignionym wzorem, a Natalia swoim ciepłem i urokiem sprawia, że w Yoga Medica czuję się jak w domu. Dodatkowo poznałam tu jeszcze wielu niezwykłych ludzi.

Uważam, że joga (i tutaj mówię już o pojęciu bardziej ogólnym), to sposób na życie. Uczy odpowiedzialności, kontaktu ze swoim ciałem, szacunku do siebie i swoich potrzeb. Kogoś, kto jeszcze nie miał z tym nic wspólnego, może to przerazić, ale joga naprawdę wiele zmienia. Mało tego, ona sprawia, że zmiany dzieją się nieustannie, bo zaczynamy obserwować siebie i wszystko dookoła, i potrafimy dopasowywać się do otoczenia na bieżąco.

Bartek kiedyś na zajęciach powiedział, że elastyczność na macie przekłada się na elastyczność w życiu, otwieranie klatki piersiowej, to jak otwarcie się na rzeczywistość, równowaga w pozycji pomaga zrównoważyć się wewnętrznie. Po moim stosunkowo krótkim doświadczeniu z jogą mogę stwierdzić, że zaczynam rozumieć jak to działa.

Fot. Krzysztof Bednarski, bodypainting: Międzynarodowe Studium Dziewulskich – Monika Zawierta, Marice Müller, Sylwia Zasadzka, Agata Karpińska pod opieką Barbary Pogorzelskiej Gac, na zdjęciach: Natalia Dimitrow.